Głos Weterana i Rezerwisty

Historia

Kilka uwag na marginesie procesu autorów stanu wojennego

Poważny błąd popełniają wszyscy (w tym sąd rozpatrujący sprawę autorów stanu wojennego), którzy twierdzą że interwencja wojsk UW nam nie zagrażała.

Stan zagrożenia inwazją nie powstaje w momencie przekroczenia granicy przez obce wojska lecz znacznie wcześniej, a dowodem tego jest rozwój wydarzeń w Czechosłowacji w 1968 r. Czy zagrożenie zaistniało dopiero w chwili lądowania radzieckich spadochroniarzy w Pradze i internowania przywódców państwa?

- W żadnym wypadku. To już nie było ZAGROŻENIE inwazja lecz INWAZJA w całej pełni.

Groźba inwazjiwisiała nad Czechosłowacją od kilku miesięcy. Świadczyły o tym pouczenia i ostrzeżenia radzieckich przywódców kierowane pod adresem Aleksandra Dubczeka i jego towarzyszy. Leonid Breżniew był zdecydowanie przeciwny podejmowanym w tym kraju próbom demokratyzacji ustroju czemu dawał wyraz na spotkaniach przywódców CSRS i ZSRR a także w czasie rozmów w szerszym gronie organów kierowniczych KPZR i KPCz (sekretariatów i Biur Politycznych KC partii). O przygotowaniach do interwencji militarnej świadczyły też jawne i ukryte przygotowania wojsk UW a między innymi nieplanowane wcześniej i przedłużające się ćwiczenia wojsk radzieckich na terytorium Czechosłowacji.

Aleksander Dubczek i jego towarzysze totalnie zlekceważyli wywieraną na nich presję(„przyjacielskie” pouczenia i ostrzeżenia) i nie podjęli żadnych działań, które usatysfakcjonowałyby radzieckiego przywódcę i pozwoliłyby uniknąć grożącej inwazji. W rezultacie „Praska wiosna” skończyła się tak, jak się skończyć musiała.

Gen. Wojciech Jaruzelski nie był Aleksandrem Dubczekiem. Miał o wiele większą wiedzę i doświadczenie w dziedzinie wojennej strategii i sztuki operacyjnej. Dowodził pododdziałami i był szefem zwiadu w sztabie pułku w czasie walk na froncie a w okresie pokoju zajmował wysokie stanowiska dowódcze w Siłach Zbrojnych. Wyciągnął wnioski z przebiegu wydarzeń w CSRS. Z niepokojem obserwował symptomy zagrożenia inwazją wojsk UW (Identyczne jak w przypadku CSRS!!) i nie lekceważył presji wywieranej przez radzieckiego przywódcę. Wiedział, że działania zmierzające do uchylenia się przed inwazją muszą być podjęte nie w momencie lądowania radzieckich spadochroniarzy w Warszawie lecz znacznie wcześniej!

Nie jest prawdą, że inwazja wojsk UW nam nie zagrażała. Opinie negujące zagrożenie serwowane przez „ekspertów” z IPN to niebywałe brednie. Wbrew wszelkim faktom i zapisom w archiwalnych dokumentach „eksperci” twierdzą, że radzieckim przywódcom było obojętne jak się potoczą wydarzenia w Polsce i że zgodziliby się nawet na odsunięcie PZPR od władzy. Na szczególne „wyróżnienie” zasługują „naukowe” ustalenia i wnioski czołowego IPN-owskiego „eksperta” dr Łukasza Kamińskiego.

to one:

„Nawet w warunkach „zaproszenia” ze strony najwyższych władz PRL (i oczywiście idącej za tym chęci współpracy) odrzucano możliwość zbrojnej interwencji, biorąc przy tym pod uwagę, że konsekwencją może być nawet odsunięcie od władzy partii komunistycznej. Tym samym «doktryna Breżniewa» została pogrzebana jeszcze za życia sowieckiego przywódcy” („Przed i po 13 grudnia” t. 1 str. XL).

Dr Kamiński skomentował również na swój sposób fakt utrzymywania gotowości do sojuszniczych „ćwiczeń”, których plany zostały opracowane jeszcze w grudniu 1980 r. Jego zdaniem, utrzymywanie gotowości do ćwiczeń aż do kwietnia 1982 r. uczyniło niemożliwym użycie wojsk UW do interwencji militarnej w Polsce. Swoje rozważania na ten temat zakończył niepodlegającym dyskusji stwierdzeniem: „NIE MOŻE BYĆ WIĘC MOWY O PRZYGOTOWYWANIU INTERWENCJI WOJSK UKŁADU WARSZAWSKIEGO” („przed i po 13 grudnia” t. 1, str. XXVI).

Ustalenia i wnioski zaprezentowane przez Łukasza Kamińskiego są jednoznaczne: doktryna Breżniewa została pogrzebana, radzieccy przywódcy nie mieli nic przeciwko przekazaniu przez PZPR władzy „Solidarności” a ponadto aby wojska UW nie mogły zakłócić procesu transformacji w PRL – zarządzili utrzymywanie gotowości do ćwiczeń aż do kwietnia 1982 r.

W głowie się nie mieści, że IPN-owski historyk mógł tak niedorzeczne wnioski przedstawić i że sąd pierwszej instancji dał wiarę niebywałym bredniom.

Opinie IPN-owskich ekspertów warto skonfrontować z listem Leonida Breżniewa skierowanym w dniu 21 listopada 1981 r. do gen. W. Jaruzelskiego(„Przed i po 13 grudnia” t. 2 str. 691):

„Siły antysocjalistyczne nie tylko panoszą się w wielu dużych przedsiębiorstwach przemysłowych lecz również nadal rozszerzają wpływy na coraz liczniejsze warstwy społeczne., Nie ma dnia aby liderzy „Solidarności” kontrrewolucjoniści nie wygłaszali na różnych zgromadzeniach otwarcie podżegających przemówień wymierzonych przeciwko PZPR, socjalizmowi i rozpalających uczucia nacjonalistyczne, Bezpośrednim skutkiem tej wrogiej działalności jest niebezpieczny wzrost nastrojów antyradzieckich w Polsce”.

Teraz jest absolutnie jasne, że bez zdecydowanej walki z przeciwnikiem klasowym nie można uratować socjalizmu w Polsce”.

Czy list radzieckiego przywódcy, przekazany gen. W. Jaruzelskiemu w końcu listopada 1981 r., a więc niemal w przeddzień wprowadzenia stanu wojennego, świadczy o tym, że doktryna Breżniewa została pogrzebana jeszcze za życia jej autora? Czy po otrzymaniu takiego listu gen. Jaruzelski mógł bez żadnych obaw przekazać 13 grudnia władzę przywódcom „Solidarności”? Wbrew temu, co twierdzi dr Łukasz Kamiński., Breżniew ani jednym zdaniem nie wyraża zgody na odsunięcie od władzy partii komunistycznej. Wprost przeciwnie – wzywa do bezwzględnej walki w celu uratowania socjalizmu.

Jakie miał wyjście gen. Jaruzelski? Czy mógł tak jak Dubczek zlekceważyć kategoryczne żądanie Breżniewa aby bronić socjalizmu? Jakie byłyby tego skutki?

Grozę sytuacji w PRL w 1981 r., realność interwencji oraz wprowadzenia stanu wojennego dostrzegali czołowi politycy Zachodu. Oto opinia prezydenta Francji Fr. Mitteranda („Die Zeit” nr 20-23 z 1987 r.):

„Widziałem zawsze tylko dwie a nie trzy możliwości: albo rząd polski przywróci porządek w kraju, albo uczyni to Związek Radziecki. Trzecią hipotezę zakładającą że doszłoby do zwycięstwa „Solidarności” uważałem zawsze za czystą fikcję, w takim przypadku ruch zostałby zmieciony przez radzieckie oddziały”.

Jakże prymitywny jest pogląd, że gen. Jaruzelski wprowadził stan wojenny tylko po to aby bronić swoich korzyści i przywilejów rządzącej partii. Czy to nam się podoba, czy nie – w owym czasie jedynym sposobem na uniknięcie interwencji militarnej UW była obrona socjalizmu. Gen. Jaruzelski swoją decyzją uratował kraj przed wielowymiarową katastrofą do jakiej mogłaby doprowadzić inwazja wojsk UW. Nie miałyby one żadnych zahamowań w rozprawieniu się z „kontrrewolucją” zagrażającą nie tylko Polsce ale i pozostałym krajom obozu socjalistycznego.

Zacytuję w tym miejscu opinię arcybiskupa Józefa Kowalczyka, byłego nuncjusza apostolskiego a obecnego prymasa Polski („Świadectwo i służba” wyd. Adam, 2008 r.):

„Gdyby zarówno Jaruzelski, jak i cała ówczesna ekipa rządząca, nie podjęli pewnych kroków i trudnych decyzji, wówczas bieg wydarzeń byłby trudny do przewidzenia. Każdy z nas poniósłby konsekwencje tak jak konsekwencje ponieśli ci, którzy w 1956 r. przeciwstawili się na Węgrzech (...)

Dziwię się, że dzisiaj niektórzy politycy robią wrażenie, jak gdyby nie wiedzieli w jakim systemie żyli i w jakiej rzeczywistości istnieli”.

Polscy przywódcy nie mogli w owym czasie działać według swego „widzimisię”. Prokurator Piotr Piątek dokonując kuriozalnej kwalifikacji prawnej czynu gen. Jaruzelskiego (wymagałoby to szerszego omówienia) zdołał co prawda „zdemaskować” związek przestępczy o charakterze zbrojnym, który uwił sobie gniazdko w najwyższych organach władzy państwowej PRL ale nie poszedł tym tropem dalej. Nie zauważył, że nie był to związek niezależny i samorządny lecz stanowił małe ogniwo ogromnej struktury przestępczej na czele z Leonidem Breżniewem jako capo di tutti capi.

Rolę Breżniewa we wprowadzeniu stanu wojennego pominął również sąd I instancjia przecież zmuszanie generała do określonych działań ma kolosalne znaczenie dla oceny popełnionego przez niego czynu.

O zmuszaniu polskich przywódców do wprowadzenia stanu wojennego świadczy wiele faktów odnotowanych w dokumentach archiwalnych. Przytoczę niektóre.

W protokóle z posiedzenia Politbiura KC KPZR w dniu 9 kwietnia („Przed i po 13 grudnia” t. 2 str. 662) na uwagę zasługuje zapis wypowiedzi Andropowa, który na spotkaniu z Kanią i Jaruzelskim w Brześciu oświadczył, że stan wojenny można było wprowadzić w Polsce już dawno. Na tymże spotkaniu Ustinow i Andropow przedstawili projekt dokumentu o wprowadzeniu stanu wojennego i zażądali, aby Kania i Jaruzelski go podpisali. Byli wielce zdziwieni, gdy polscy przywódcy odmówili. Oto relacja Andropowa zanotowana w protokole:

„Polscy towarzysze mówią, jakże możemy podpisywać te dokumenty, przecież to musi przejść przez Sejm itd. My mówimy, że to nie musi przechodzić przez Sejm, to jest dokument, na podstawie którego będziecie działali ... a teraz musicie osobiście – Kania i Jaruzelski – podpisać go, abyśmy wiedzieli, że zgadzacie się z tym dokumentem”.

Polscy przywódcy obiecali, że sprawę rozpatrzą i dokument podpiszą później ale mimo brutalnych nacisków tego nie uczynili.

O presji wywieranej na kierownictwo PZPR można znaleźć wzmianki w wielu innych dokumentach. W protokóle posiedzenia Politbiura KC KPZR w dniu 16 kwietnia 1981 nawiązującym do rozmowy z Kania i Jaruzelskim odbytej w Brześciu, K. Czernienko stwierdza: „Ta rozmowa była taka, że udzieliliśmy towarzyszom z kierownictwa PZPR jasnych i wyraźnych POUCZEŃ. Wtóruje mu D. Ustinow: „Polscy przyjaciele otrzymali WYCZERPUJĄCE WSKAZÓWKI”.

A oto jak w rozmowie telefonicznej ze Stanisławem Kanią odbytej w dniu 30 marca 1981 r, Leonid Breżniew ocenił jego działalność i postawę:

Was trzeba było nie tylko krytykować ale wziąć do ręki pałę. Wówczas, być może, zrozumielibyście”.

Informując członków Politbiura o swojej rozmowie z Kanią Breżniew z dumą oświadczył: „To są dosłownie moje słowa” („Przed i po 13 grudnia” t. 2 str. 657).

Co na to prokurator Piotr Piątek? Dlaczego nie zauważył, że „związek przestępczy” kierowany przez gen. Jaruzelskiego nie był związkiem niezależnym lecz był podporządkowany wspomnianemu już capo di tutti capi?

Nie jest prawdą, że wojska UW nie były przygotowane do interwencji militarnej.

O przygotowaniach świadczy m. in. zaskakująca decyzja o przeprowadzeniu sojuszniczych ćwiczeń na terytorium Polski w grudniu 1980 r. Ćwiczenia nie były ujęte w planach szkolenia wojsk UW a ponadto nie organizował ich Sztab Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych UW lecz Sztab Generalny Sił Zbrojnych ZSRR. Wielce podejrzane było tempo przygotowań. Uśmiech politowania może wzbudzić rozkaz ministra obrony CSRS, który na podstawie wytycznych Szefa Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych ZSRR otrzymanych w dniu 1 grudnia 1980 r. nakazuje do dnia 6 grudnia zakończyć przygotowania do ćwiczeń (opracowanie zamiaru, rozpoznanie rejonu ćwiczeń, opracowanie dokumentacji dla kierownictwa ćwiczenia, rozjemców i ćwiczących). („Przed i po 13 grudnia” t. 1 str. 297).

W podobnym tempie odbywały się „przygotowania” do ćwiczeń wojsk NRD. Szef Sztabu NAL zameldował marszałkowi Ogarkowowi gotowość do ćwiczeń w dniu 7 grudnia 1980 r. („Przed i po 13 grudnia” t. 1 str. 297).

Rzeczywistych ćwiczeń o takim zasięgu i rozmachu nie można zorganizować w ciągu kilku dni. W tak krótkim czasie można było zaplanować jedynie przemarsz wojsk do wyznaczonych przez Sztab Generalny Sił Zbrojnych ZSRR rejonów koncentracji na terytorium Polski. Nie po to, by odbyć tam ćwiczenia lecz w zupełnie innym celu.

Polscy przywódcy bezbłędnie rozszyfrowali ukryty cel rzekomych ćwiczeń i zdecydowanie sprzeciwili się ich przeprowadzeniu. Ćwiczenia nie odbyły się ale gotowość wojsk do ich przeprowadzenia utrzymywano aż do kwietnia 1982 r.

Wiele do myślenia dawał przedłużający się pobyt wojsk radzieckich na terytorium Polski po zakończeniu ćwiczeń w marcu 1981 r. Nie kwapiły się do opuszczenia naszego kraju a wycofując się nie zabrały tego wszystkiego co zabrać powinny. Pozostawiły rozwiniętą w czasie ćwiczeń strukturę systemu łączności i dowodzenia wojskami wraz z niezbędnym personelem. Utrzymywano ja aż do końca 1981 r. W jakim celu? Jeśli ktoś sądzi, że był to upominek dla Wojska Polskiego na okoliczność wyjścia z Układu Warszawskiego to raczej się myli.

Z kolei kilka zdań na temat utrzymywania gotowości do ćwiczeń, których plan opracowano jeszcze w grudniu 1980 r. Jaki charakter miały owe „ćwiczenia” i dlaczego utrzymywano tak długo gotowość do ich przeprowadzenia można wywnioskować czytając notatkę szefa Sztabu Głównego NAL z dnia 5 kwietnia 1982 r. („Przed i po 13 grudnia” t. 2 str. 553). Oto jej fragmenty:

W związku z informacją Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych ZSRR zaprzestaje się z natychmiastowym skutkiem wszystkich działań, które W ZWIĄZKU Z ROZWOJEM SYTUACJI W PRL (podkr. Cz. B.)zostały przygotowane i przeprowadzone w Zjednoczonych Siłach Zbrojnych”.

„Rozkaz Nr 118/80 ministra obrony narodowej o przygotowaniu wspólnych ćwiczeń przez Zjednoczone Siły Zbrojne z natychmiastowym skutkiem unieważnić.”

„Polecić unieważnienie podjętych ustaleń a także zwrócenie przygotowanych i rozdzielonych dokumentów, ewentualnie zniszczenie ich na własną rękę”.

Treść notatki wskazuje jednoznacznie na to, że ćwiczeń nie przygotowano w celu podniesienia poziomu wyszkolenia wojsk lecz „w związku z rozwojem sytuacji w PRL”. Gotowość do ćwiczeń odwołano nie po osiągnięciu celów szkoleniowych lecz po zmianie sytuacji w Polsce (po wprowadzeniu stanu wojennego). Dokumenty określające zadania wojsk na czas interwencji nakazano zwrócić lub zniszczyć we własnym zakresie. Warto dodać, że w rzekomych ćwiczeniach na terytorium Polski nie przewidywano udziału jednostek WP a o tym, że sąsiedzi utrzymują gotowość do „ćwiczeń” na obszarze naszego kraju dowództwo WP nie zostało poinformowane (!).

Reasumując: utrzymywanie gotowości do rzekomych ćwiczeń, których ze względu na sprzeciw przywódców Polski nie udało się zrealizować w grudniu 1980 r. – miało na celu zapewnienie możliwości natychmiastowego wkroczenia wojsk UW do Polski w terminie późniejszym, gdy tylko Moskwa uzna to za konieczne. Jakże niepoważna jest opinia dr Łukasza Kamińskiego, z której wynikałoby, że gotowość do ćwiczeń utrzymywano tak długo, aby uniemożliwić wojskom UW interwencję militarną w czasie kryzysu w PRL.

Wbrew temu co twierdzą „eksperci” z IPN wojska UW były w pełni przygotowane do interwencji. Dokonano rekonesansu ważnych obiektów na obszarze Polski, opracowano szczegółowe plany działania, doręczono dowódcom jednostek dokumenty określające ich zadania. O tym, że wojska UW były w pełni gotowe do interwencji można się dowiedzieć między innymi z relacji dowódców dywizji, które miały wkroczyć do Polski. Dowódca dywizji powietrzno-desantowej gen. Władysław Aczałow miał wziąć „pod kontrolę” budynki KC PZPR, Sejm, MON i wiele innych ważnych obiektów w Warszawie a także – internować gen. Wojciecha Jaruzelskiego („Powiem wam prawdę” wyd. REGION, Moskwa 2007 r.).

Aby nie wydłużać tekstu pominę świadectwa innych dowódców radzieckich dywizji. Przytoczę jedynie oświadczenie przywódcy ZSRR Leonida Breżniewa na tajnym spotkaniu z Gustawem Husakiem i Erichem Honeckerem w dniu 16 maja 1981 r.

Otwierając spotkanie, radziecki przywódca stwierdził, że sytuacja w Polsce jeszcze bardziej się pogorszyła.

Obecna sytuacja jest tak poważna, że musimy opracować szereg wariantów wyjścia z niej. Celowe jest opracowanie wspólnej analizy i NIEWYKLUCZANIE ŻADNEJ MOŻLIWOŚCI (podkr. Cz. B.)”.

„Towarzysz Wiktor Kulikow OPRACOWAŁ ODPOWIEDNIE PLANY (podkr. Cz. B.)dla kilku wariantów, które będą realizowane w sytuacji zagrożenia” („Przed i po 13 grudnia” t. 2, str. 27).

Spotkanie udziałowców planowanej interwencji militarnej (Breżniew, Husak, Honecker) odbyło się poza plecami przywódców Polski i pozostałych państw obozu socjalistycznego. Z tego względu wypowiedzi Breżniewa: „nie wykluczenie żadnej możliwości” i „Towarzysz Wiktor Kulikow opracował odpowiednie plany” nie można traktować jako presji wywieranej na polskich przywódców w toku bezpośredniej z nimi rozmowy. To były robocze ustalenia wymienionej trójki co zrobić, aby nie dopuścić do przechwycenia w Polsce władzy przez „Solidarność”.

Niektórzy utytułowani historycy, negując zagrożenie inwazją, eksponują brak wzmożonego ruchu wojsk UW w pobliżu granic PRL w połowie grudnia 1981 r. Nie chcą przyjąć do wiadomości, że był to efekt rozważnego postępowania i decyzji gen. W. Jaruzelskiego. Zdołał przekonać radzieckich przywódców, że Polacy sami się uporają z trudną sytuacją w kraju i nie dopuszczą do przechwycenia władzy przez opozycję. Rzecz zrozumiała: deklaracje generała musiały być uwiarygodnione opracowaniem planu wprowadzenia stanu wojennego. Breżniew i jego towarzysze znali ten plan i wiedzieli, że wkrótce zostanie wprowadzony w życie. Mając to na uwadze przychylili się do prośby generała, aby nie wprowadzać wojsk, bo to doprowadziłoby do katastrofy. Informuje o tym m. in. zapis oświadczenia Przewodniczącego Komisji Biura Politycznego KC KPZR do spraw Polski Michaiła Susłowa na posiedzeniu w dniu 10 grudnia 1981 r.

„Jednocześnie Polacy otwarcie oświadczają, że sąprzeciwni wprowadzeniu wojsk. Jeżeli wojska zostaną wprowadzone to będzie oznaczało katastrofę” („Przed i po 13 grudnia” t. 2 str. 694).

To właśnie było powodem braku wzmożonego ruchu wojsk w pobliżu naszych granic a nie brak zdolności ZSRR do interwencji czy też domniemywania przez historyków z IPN rezygnacja radzieckich przywódców z obrony socjalizmu w PRL.

Należy podkreślić że przywódcy ZSRR zgodzili się co prawda, na prośbę gen. Jaruzelskiego, by nie wprowadzać wojsk ale była to zgoda warunkowa – nie odwołali gotowości do „ćwiczeń” zaplanowanych w grudniu 1980 r. Nie mieli pełnego zaufania do generała bo nie palił się on do ogłoszenia stanu wojennego. Traktował to jako ostateczność. Zwlekał jak tylko mógł, odciągał w czasie. Usiłował porozumieć się z opozycją, licząc na to, że ogłoszenie stanu wojennego nie będzie konieczne. Taką ostatnią szansą było „Spotkanie Trzech”. Niestety, ze względu na opór przywódców „Solidarności” szansa nie została wykorzystana.

Niechęć generała do ogłoszenia stanu wojennego wywoływała nieukrywana irytację radzieckich przywódcówOto ich wypowiedzi na posiedzeniu Politbiura KC KPZR 10 grudnia 1981 r.:

- Rusakow: „Z tego co mówi Jaruzelski najwyraźniej wynika, że wodzi nas za nos”

- Andropow: „Jednocześnie Jaruzelski oświadcza: zdecydujemy się na operację „X” wtedy, gdy narzuci ją nam „Solidarność”. Jest to bardzo niepokojący symptom”.

- Gromyko: „Pomimo jednogłośnej decyzji Biura Politycznego KC PZPR o wprowadzeniu stanu wojennego, Jaruzelski teraz ponownie się waha”

- Ustinow (minister obrony): „Jestem skłonny sądzić, że Polacy nie zdecydują się na konfrontację i być może dopiero wtedy gdy „Solidarność” chwyci ich za gardło ... MUSIMY BYĆ SAMI PRZYGOTOWANI        (podkr. Cz. B.).”

Nic przeto dziwnego, że odpowiedź na prośbę generała była nader pokrętna: „NA TYM ETAPIE NIE BĘDZIE RADZIECKIEJ OBECNOŚCI”. A więc nie w ogóle lecz tylko na danym etapie, to jest w przewidywaniu, że za kilka dni zostanie wprowadzony stan wojenny. Wkroczyliby, gdyby gen. Jaruzelski odmówił Breżniewowi spełnienia jego życzeń, tak jak to uczynił A. Dubczek.

Bardzo znacząca jest cytowana wyżej wypowiedź ministra obrony ZSRR D. Ustinowa: „Musimy być sami przygotowani”.

Gen. Jaruzelski czynił wszystko, aby rozładować napięcie w kraju drogą porozumienia ale w pierwszej połowie grudnia 1981 r. stało się oczywiste, że nie ma na to żadnych szans. Zapowiedź zorganizowania manifestacji w dniu 17 grudnia z udziałem kilkuset tysięcy osób a także wojownicze nastroje na Krajowej Konferencji Delegatów „Solidarności” w Gdańsku (11-12 grudnia) były dzwonkiem alarmowym. Jest bardzo trudno nie dopuścić do ekscesów w czasie manifestacji z udziałem nawet kilku tysięcy osób odbywających się w ciągu dnia. Zapewnienie porządku i bezpieczeństwa w czasie demonstracji kilkuset tysięcy osób, które miały się rozpocząć dopiero o zmroku (o 16.00) – a więc nocnych – było absolutnie niemożliwe. Gwałtowne zamieszki i próby przejmowania władzy przez opozycję stanowiłyby doskonały pretekst do wprowadzenia wojsk UW. Aby do tego nie dopuścić gen. Jaruzelski kilka dni przed terminem zapowiedzianej manifestacji ogłosił stan wojenny.

Wkroczenie wojsk UW w czasie zamieszek i próby przejęcia władzy przez opozycję było nieuniknione. Wskazują na to m. in. ujawnione niedawno dokumenty wywiadu USA. W książce „Amerykański wywiad i konfrontacja w Polsce 1980-1981” (REBIS, Poznań 2011) możemy przeczytać:

„Chociaż ogromne koszty wojskowej interwencji skłoniłyby Rosjan do wyczerpania wszystkich alternatywnych rozwiązań, to nie zawahają się oni ponieść tych kosztów, gdyby zaistniała groźba upadku systemu socjalistycznego w Polsce”.

Jeśli Rosjanie dojdą do wniosku, że [polskie] władze tracą panowanie nad sytuacją w państwie oraz że lojalność Polski wobec Układu Warszawskiego została zachwiana, wkroczą zbrojnie”.

Analitycy wywiadu szacowali, że siły radzieckie zdolne podjąć taka akcję będą liczyć trzydzieści lub więcej dywizji i że będzie to wymagało przygotowań „trwających od 10 do 14 dni”.

Jakże błędny jest pogląd, że interwencja nie zagrażała, bo w połowie grudnia 1981 r. nie zaobserwowano większych ruchów wojsk UW w pobliżu granic Polski. Gdyby stan wojenny nie został wprowadzony ruchy wojsk zaobserwowalibyśmy jeszcze przed upływem 2 tygodni tj. w końcu grudnia ale wtedy byłoby juz za późno na jakąkolwiek reakcję. Wstrzymywanie się gen. Jaruzelskiego z ogłoszeniem stanu wojennego aż do momentu lądowania radzieckich spadochroniarzy w Warszawie – bo podobno tylko w takim przypadku sąd mógłby uznać, iż działał on w stanie wyższej konieczności – byłoby nie tylko bezdenną głupotą ale również zbrodnią. Stan wojenny (wyjątkowy) ogłosiłby wówczas nie gen. Wojciech Jaruzelski ale marszałek Związku Radzieckiego Leonid Breżniew.

Wielka szkoda, że sąd I instancji nie zechciał skorzystać z opinii biegłych z prawdziwego zdarzenia. „Ekspertów” z IPN, którzy z uporem maniaka twierdzą, że interwencja wojsk UW nam nie zagrażała, bo doktryna Breżniewa została pogrzebana jeszcze za życia jej autora i że radziecki przywódca zgodziłby się nawet na odsunięcie PZPR od władzy – sąd powinien pogonić, gdzie pieprz rośnie.

Czesław BIELEJEWSKI

« Powrót do listy